poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział XVIII

Rozdział XVIII   Zaskoczyła mnie.
Nie zwracałam już na niego uwagi, jak chce to przyjdzie nie będę się już prosić, może i namieszałam, ale chciałam się pogodzić. Poszłam się pakować na trening już 16.30 ,miałam tylko pół godziny, musiałam się śpieszyć. Spakowałam rzeczy na trening, wsiadłam na rower i pędziłam ile sił w nogach na trening. Podczas jazdy złość minęła, po treningu będzie jeszcze lepiej. Praca wysiłkowa zabija wszystkie złości. Wchodząc do szatni tak jak zawsze zostałam miło przywitana.
-O już jest księżniczka! –krzyknął Kotuś.
-Daj spokój nie mam ochoty teraz gadać. –odpowiedziałam jemu.
-Po meczu będziesz żywsza! –zaśmiał się Piotrek (zastępca Kapitana)
-Dobrze gadasz! Oby.. –dodałam.
Poszłam się przebrać szybko, aby punktualnie wstawić się gotowa u trenera. Wychodząc z pomieszczenia usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwonił Maciek, pewnie chodziło o imprezę.
-No to wszystko załatwione! –powiedział na początek. Zawsze mnie powita jakimiś słowami z zaskoczenia! Momentami to się boje co nowego wymyśli, aż mi serce się zatrzyma!
-No to dobrze, po treningu lecę po Martę i o 20 zaczynamy!
-No to okej, dziękuję jeszcze raz. Ja tak przyjechałbym o 19,30 pomogę wszystko uszykować.
-Nie ma sprawy. Jak mnie nie będzie w domu to ktoś na pewno ciebie wpuści. –dodałam.
-Dobra. No to do zobaczenia. –po tych słowach się rozłączyłam, najwyższy czas na trening.
Niecałe 2 godziny później.
Trening wyjątkowo był krótki, ponieważ Marcinkowi się gdzieś śpieszyło. No nie ukrywam, mi też i to bardzo! Jak głupia wybiegłam z stadionu prosto do szatni.
Po przebraniu się biegłam po rower, tam co zastałam zaskoczyło mnie! Przy moim rowerze stał Krzysiek, czyżby zmądrzał??
-Nie no, nie wierzę… –stanęłam 4 metry od niego z niedowierzeniem.
-Wiem postąpiłem szczeniacko, nie miałem tego na myśli… Mam gorszy, ale to już moja sprawa. Muszę kontrolować nad sobą. Przepraszam. –powiedział do mnie z lekkim żalem.
-No wybaczam. –uśmiechnęłam się słodko do niego. –Choć tu do mnie. –Pozwoliłam mu się przytulić do mnie.
-Za niecałe 20 minut Marta podobno przyjeżdża. –zaśmiał się. –Zróbmy tak. Pojedziemy razem na dworzec, tam ciebie zostawię a ja pojadę do domu przygotować wszystko na imprezę i widzimy się w domu.
-Dziękuję. –pocałowałam go. Cieszę się, że Krzysiek się ze mną pogodził i chce mi pomóc.
Wsiedliśmy na jeden rower i pędziliśmy na dworzec przez centrum Zakopanego. Podróż minęła nam szybko, a jak niewygodnie! Myślałam, ze ten bagażnik jest wygodniejszy! Myliłam się… Teraz pozostaje mi ból pośladków… Pożegnałam się z Krzyśkiem, po czym pobiegłam na peron. Na moje szczęście pociąg dopiero nadjeżdżał. Marta, Martą zawsze zagubiona. Pięć minut mnie szukała, czyżby już nie poznawała swojej „Kochanej Kuzyneczki” ?
-No tu jesteś! –krzyknęłam do niej stojąc za nią, aż podskoczyła ze strachu.
-Matko nie strasz ludzi! –powiedziała przerażona. –Normalnie ciebie nie poznałam. –no i wyszło na moje, tak dawno się nie widziałyśmy, że już nie pamięta jak ja wyglądam.
-No widzisz. –zaśmiałam się z niej.
-Nie no na serio, zmieniłaś się kobieto! –dodała.
-Dobra. No to Zamawiam taksówkę i jedziemy do domu, czeka cię ciekawy wieczór.
-Już wiem co ty kombinujesz… -jak ona mnie zna (śmiech)
-Oj… nie przesadzaj.
Jadąc taksówką razem z moją kuzynką zdziwiłam się sama… Chyba ona się zmieniła, lub to tylko Dobra mina do złej gry. Ją stać na wszystko. Ostatnio w moim życiu dzieją się same cuda, a może ona naprawdę mnie polubiła?? Nie wiem, nie mogę wyciągać wniosków. Trzeba przeczekać ten weekend, zobaczymy skutki później.
-Ale wasz dom się zmienił… -mówiła rozglądając się po otoczeniu naszego domu.
-Na zewnątrz i wewnątrz. –dodałam.
-No to jak idziemy? Chcę zobaczyć resztę. –Marta cieszyła się jak małe dziecko, było w niej widać starą, małą, miłą, pomocną Martę, taką jaką lubiłam. Po tym programie się strasznie zmieniła, no cóż popularność ją zmieniła, wydaje jej się, że jest lepsza ode mnie. Wchodząc do domu przeszkodziła mi jedna rzecz, Sędzicka stanęła na środku korytarzu i nie szła dalej, tylko podziwiała.
-Matko do ciebie! Jak ja tutaj dawno nie byłam. –uśmiechnęła się do mnie. –Wiesz co mi się kojarzy z tym miejscem, tu gdzie akurat stoję, pamiętasz? Jak byłyśmy małe razem z Piotrkiem bawiłyśmy się galaretką, biegaliśmy po całym domu. Nie pamiętam dokładnie jak to zrobiłam, ale moja porcja truskawkowej słodyczy wylądowała na suficie. Śladu już nie ma. –zaśmiała się. Kiedy to opowiadała coś czułam, że będzie dobrze w ten weekend. A ja już się tak bałam.
-Już powspominałyśmy to możemy iść dalej. –uśmiechnęłam się do niej miło.
-No witam Panie! –z kuchni wyskoczył Misiek, zaskoczył moją kuzynkę.
-Nie przedstawisz nas? –wtrąciła się.
-Już, już. Marta to jest Krzysiek, mój chłopak. No i Krzysiek to jest ta Marta. –zaśmiałam się razem z nim.

Po przywitaniu poszłam ją zaprowadzić do jej pokoju po czym zeszłam pomóc w przygotowaniach Krzyśkowi.

*                        *                           *                             *                           * 
Może i krótki, ale miało tak być. 
Marta coś się zmieniła na lepsze, ale to źle wróży dla głównej bohaterki.
Jak widzicie blog się trochę zmienił, to ułatwi wam poruszanie się po nim. Jeszcze coś popoprawiam, ale to muszę pomyśleć nad tym.
Czytasz - Motywujesz.

niedziela, 17 maja 2015

Nowości

No okej, na blogu zrobię kilka zmian. 
Będzie on się nazywać "Narkomanka??" tak jak to opowiadanie. Można powiedzieć ,że to będzie tylko blog tego opowiadania, kolejne opowiadanie nowy blog :)
Przepraszam ,ale dzisiaj nie dam rady wstawić nowego rozdziału. Zróbmy tak ,że w niedzielę nie będzie nowych rozdziałów, ok?
Może tak być? Niedziela to czas dla rodziny, trzeba ją dobrze wykorzystać.
 Alutka

piątek, 15 maja 2015

Rozdział XVII

Rozdział XVII   Co ja najlepszego zrobiłam…
Odłożyłam list na blat i poszłam się ogarnąć do łazienki. Wzięłam dość długi, gorący prysznic. Właśnie takiego czegoś mi brakowało! Nie taki orzeźwiający jak zimny ,ale pomocny dla ciała. Nie zajęło mi to dużo czasu, ubrana ,odświeżona poszłam szykować śniadanie dla naszej dwójki. Miałam nadzieję ,że Leja wstanie jak najszybciej, prawie 12 godzina a my jeszcze nie zjedliśmy śniadania. Wchodząc do kuchni usłyszałam bardzo mi znajomy ,miły śmiech. Oczywiście, że był to Krzysiek.
-Mogłaś mnie budzić a nie.. Ty ubrana ,śniadanie robisz a ja w samych bokserkach zaspany… Mogłaś mnie budzić. –krzyczał wchodząc do łazienki. Nawet go nie widziałam ,nie przywitał się tylko od razu wybrał kierunek, łazienka.
Przy śniadaniu planowałam mu opowiedzieć o wszystkim, o liście który zostawiła mi mama, o tym jakie mamy zadanie do wypełnienia.
Pokroiłam pomidora i ogórka w kosteczki, dodałam sałatę i sos ziołowy. Już szykowałam talerze do posiłku ,ale poczułam mocne ,oj bardzo mocne ściśnięcie w biodrach, już myślałam ,że zemdleję. Miał taką siłę ,a ja nie byłam na nią odporna. Już zginałam się na ziemię. Widocznie on nie pomyślał ,że mnie to ,aż tak boli. Siłę ma, ale to nie powód ,żeby ją okazywać na mnie.
-No przestań! –krzyknęłam wściekła na niego. Nie wiedziałam dlaczego on to zrobił… Dla żartów?? Może myślał, że to ,aż tak nie boli. Mylił się!
-Oj przepraszam. –zasmucił się widząc mnie całą bladą. Chwycił mnie za ramiona i zaprowadził na kanapę. –Nie wiedziałem ,że to zrobiłem z taką siłą, to nie moja wina. –przepraszał ,ale ja i tak mu nie dawałam za wygraną.
-Nie twoja.. A kogo?! –krzyczałam na niego uginając się z bólu. Cholernie to bolało.. A ból mnie nie odpuszczał. Po moich słowach zamilkł, zrozumiał, mam taką nadzieję. W milczeniu ruszył w stronę kuchni.
Po chwili wrócił ze szklanką wody, nie czekał na moją reakcję, położył się obok mnie i wręczył mi szklankę z wodą. Napiłam się po czym go przytuliłam. Nie mogłam się cały czas na niego złościć, kocham go, a robiąc takie rzeczy zbliżam się do straty osoby którą bardzo kocham i chcę z nią być.
-Przepraszam ,że tak na ciebie wrzeszczałam ,ale to cholernie bolało. Masz siłę no okej. Jeśli jest coś nie tak, jesteś zły to wyżywaj się na czymś innym ja nie jestem przedmiotem. Idź rąbać drzewo, to pomaga, a przy takiej sile jeszcze lepiej, szybciej mija. Jak coś nie tak to powiedz ja zawsze wysłucham, od tego przecież jestem. –przepraszałam go i tłumaczyłam ze spokojem. On słodko się uśmiechnął i mnie przytulił. Czułam ,że coś go gryzie.. Ten ścisk nie był przypadkowy, coś musiało być tym powodem.
Po miłym incydencie poszliśmy w końcu zjeść śniadanie.
-Miałam tobie mówić. Dzisiaj przyjeżdża Marta opowiadałam tobie o niej. –powiedziałam do niego kiedy zauważyłam ,że jego talerz robi się pusty. Na moje słowa zrobił minę zaskoczonego, czyżby nie wiedział o kim mówię?? Nie kumaty ,zakręcony coś dzisiaj ten Misiek.
-Marta, Marta.. Niech pomyślę.. –zamilczał na chwilę. –A już wiem! –chyba ogarnął. –To ta blondyna co nie? Dobrze mówię? –no dobrze, dobrze mówi.
-Co z tobą jest człowieku? –zapytałam ze zdziwieniem. Przecież poniedziałek-wieczór wszystko okej ,dalej reszta tygodnia też. A dzisiaj? Już świruje, jeszcze trochę i stracę cierpliwość. Nie ukrywam nie mam za bardzo cierpliwości dla ludzi.
-Sam już nie wiem… -powiedział to ze smutkiem, coś musiało się stać. Ale dlaczego nie chce mi o tym powiedzieć, porozmawiać. Przecież on zawsze może na mnie liczyć. Zawiodłam się lekko na nim.
-No dobra to już twoja sprawa, ale mógłbyś słuchać jak już mówię do ciebie. –musiałam mu to powiedzieć bo widziałam ,że myślami jest całkiem gdzieś inaczej.
-Ja ciebie nie słucham? –powiedział oburzony. Zerwał się z krzesła i poszedł na dwór. Co ja najlepszego zrobiłam??
Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżko, nawet nie położyłam spadłam. Ledwo się trzymałam na nogach, powodem tego mojego stanu był mocny ucisk w biodrach. Zaczęłam płakać z bólu i smutku. Obiecałam sobie ,że nie będę go odsuwać od siebie ,a jak na razie to jestem coraz bliżej tego do czego nie chciałam dopuścić!! Jaka ja głupia. Chwyciłam za telefon, na wyświetlaczu pojawiło mi się powiadomienie „1 nieodebrane połączenie, 2 wiadomości”. Dzwonił Maciek, nie miałam zielonego pojęcia o co może mu chodzić, nie chciałam odzwaniać nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, nawet z nim. Poszłam dalej, we wiadomości. Jedna od Aśki ,druga od Maćka.
Asia: „Słyszałaś może już o imprezie u Maćka? Podobno Krzysiek też zaproszony, to ,ale on się zdziwi jak was razem zobaczy.” Jaka impreza?? O czym ona w ogóle gada?!  Od razu postanowiłam jej odpisać, opowiedziałam jej o dzisiejszym zajściu i wytłumaczyłam jej.
Maciek: „No cześć Alutka, przepraszam ,że dopiero piszę no ,ale najważniejsze ,że w ogóle! Dzisiaj impreza o 20 u mnie w domu. Wpadnij jeśli chcesz. Będziesz mile widziana.” No to teraz już wiem o co chodziło Aśce.. Chwilę myślałam co mu odpisać ,ale serce mi podpowiadało ,żeby odezwać się do niego. Postanowiłam zadzwonić.
Długo nie czekałam ,aby odebrał telefon już po kilku sekundach usłyszałam jego radosny głos.
-No cześć, miło ciebie słyszeć, a dawno nie słyszałem tego miłego, ciepłego głosu. –zaśmiał się. Typowy początek rozmowy z Mańkiem, brakowało mi takiego czegoś.
-No hejka. –odpowiedziałam. Zacięłam się ,ponieważ nie wiedziałam co dalej mówić, na szczęście po chwili ruszyłam dalej. –Jeśli chodzi o imprezę to chętnie wpadnę, lecz jest mały problem. Dzisiaj około 19 przyjeżdża Marta, zapewne wiesz kogo mam na myśli. –gdy tylko usłyszał imię Marta zaśmiał się. Mi wcale nie było do śmiechu. 3 dni z nią to piekło. Będzie to najgorszy weekend w moim życiu! –Ty się nie śmiej bo przyjeżdża ,aż na weekend! Najgorsze to ,że rodzice wyjeżdżają w delegację i zostaję sama.
-To żaden problem, wpadaj z nią. A jak będzie jakiś problem to dzwoń, pomogę, zawsze do usług.
-Wiesz co mam pomysł. –olśniło mnie. –U ciebie w domu jest mama, nie będziemy jej przeszkadzać ,u mnie nikogo nie ma może lepiej, aby impreza odbyła się u mnie.
-Nie, nie będę tobie robić problemów.
-Ale przecież to czysta przyjemność, a nawet lepiej jak Marcie nie będzie się podobać to się zamknie w pokoju i problem z głowy. –zaśmiałam się. Dobry humor do mnie powrócił.
-Dobra jak wolisz, mi to tam obojętnie, mnie roboty. –po ostatnim słowie wybuchł śmiechem, nie byłam inna, nie mogłam się powstrzymać, też zaczęłam się śmiać.
-To jak? 20 u mnie? Poinformuj resztę.
-No okej nie ma sprawy. –odpowiedział po czym zakończyliśmy rozmowę.
Ta rozmowa poprawiła mi humor, no i bardzo dobrze! Teraz tylko muszę iść przeprosić tego mojego nerwusa. Coś czuję, że nie będzie to takie łatwe! Wkurzył się na mnie i to bardzo! Było to stanowczo po nim widać, trochę mi to zajmie.
Jak postanowiłam tak zrobiłam. Zeszłam na dół ,do ogrodu. Walił jak głupi piłką o mur, z taką siłą ,że strach się bać do niego podchodzić! Usiadłam na ławce kilka metrów od niego, tak dla bezpieczeństwa.

-No przepraszam, nie chciałam ,żeby to tak wyszło.. Wiesz jaka jestem ,czasem mi nerwy puszczają ,no i efekty takie.. No sam widzisz. Przepraszam. –chciałam do niego podejść ,ale nie pozwolił na to. Cały czas piłka była pod jego kontrolą. –No nie udawaj. –nie myliłam się, jeszcze trochę muszę poczekać na efekty. –No okej nie chcesz to nie! –krzyknęłam wychodząc z ogrodu ,zamykając drzwi.

*                       *                       *                         *
Jest! 17 rozdział ,zmieściłam się w czasie, jest dobrze!
Sama nie wiem dlaczego ,ale już zaczynam myśleć o nowym opowiadaniu.. Głupia ja :P Prolog już napisany.. Bohaterowie opisani, role przydzielone, przebieg wydarzeń obmyślony.. Masakra, o czym ja myślę.. (śmiech)

Dobra prawda teraz taka.. lekko się zawiesiłam w pisaniu ciągu dalszego.. Zagubiłam się ,pomysły które miałam w głowie uciekły, zgubiłam sens pisania.. Tak jakoś dziwnie, nie wiem co dalej.. Nie cieszy mnie pisanie tak jak kiedyś... Jest was coraz mniej, to też mnie martwi! Pisać mogę cały czas dla siebie ,ale czy to ma sens publikowania?
Liczę na was ,że mi pomożecie w pisaniu.. jakieś pomysły? Jeśli tak to dzielcie się nimi. Czekam na komentarze.
Zostawcie jakiś ślad po sobie.

środa, 13 maja 2015

Rozdział XVI

Rozdział XVI     Piątek
Jeszcze długo rozmawialiśmy no i oczywiście śmialiśmy się. Dawno nie widziałam takich zadowolonych rodziców ,no i takich miłych dla mnie. Ten wieczór był wspaniały! Innego nie mogłam sobie wymarzyć. Niech będzie takich więcej.
Po zakończonej rozmowie posprzątałam po kolacji i razem z Krzyśkiem udaliśmy się do mojego pokoju. Misiek wchodził do niego w ślimaczym tempie, rozglądał się dookoła, podziwiał wszystko co się w nim znajdowało.
-Dużo masz tutaj tego. –powiedział zwracając swój wzrok na moje nagrody. –Ja i tak mam więcej. –zaśmiał się słodko do mnie.
-No przecież ja o tym wiem. –zaśmiałam się po czym go pocałowałam. –Może obejrzymy jakiś film co? –zaproponowałam, przecież nie będziemy siedzieć tak bezczynnie, wieczór w takim towarzystwie.. po co się nudzić.
-No ,nawet. Świetny pomysł.  -puścił do mnie oczko. –A tak w ogóle jakie filmy masz? –zapytał. Ten pewnie myślał o jakiś wyścigowych, sportowych i akcji filmach. No nie ukrywam ja też. Są to najlepsze filmy jakie mogą być.
-Oj dużo tego. Podaj tytuł może się znajdzie. –zaśmiałam się. No ,ale taka była prawda! Pokój z telewizyjny był otoczony regałami z pudełkami od płyt. Gdy tylko w sklepie zauważyłam ciekawy film to kupowałam. A co miałam robić sama ciemnymi, mroźnymi wieczorami?? Najlepsze rozwiązanie.
-Może 7 szybkich ?? –Czyta mi człowiek w myślach! Spojrzałam się poważnie na niego po czym wyszłam z pokoju szukać tej płyty. Czułam ,że ona tam jest. Jestem wielką fanką Vin Diesel’a. Musi tam być..
Wbiegłam do pokoju obok, zaczęłam ryć wszystkie półki ,aż w końcu!! Znalazłam ,brązowe jeszcze zamknięte pudełko. Odwróciłam się do tyłu a za mną stał rozśmieszony Krzysiek.
-Fajnie się patrzyło jak w błyskawicznym tempie przeglądałaś wszystkie płyty. A tak w ogóle znalazłaś. –śmiał się. Doskonale wiedział co trzymam w ręce. Z tym to nigdy nie można się nudzić.
-To jak oglądamy. –mój wzrok skierowałam na plastikowe opakowanie znajdujące się w mojej dłoni. –Chyba ,że wolisz się ze mnie śmiać. –dodałam. Uśmiech nie schodził mu z twarzy! Jak to w ogóle możliwe.. Lecz po moich ostatnich słowach zgorzkniała jego mina.
-Nie no.. Przepraszam. –podszedł i mnie mocno przytulił. Chyba te słowa przyjął tak na serio ,że jestem zła na niego. No ,ale co mu się dziwić moja mina spoważniała. Wszystko możliwe.
Włożyłam płytę do odtwarzacza i położyłam się na kanapie obok Miśka.
Dwie godziny później, godzina 23.30
Byłam coraz bardziej senna ,a do końca filmu jeszcze jakieś 15 minut. Miałam ochotę już pójść spać, wtulić się w moją grubą, miękką ,ciepłą kołderkę. Brakowało już mi trochę tego.. Normalnie to ja już o tej godzinie słodko śniłam. Wtuliłam się w Krzysia ,w coś musiałam a on był najlepszym rozwiązaniem. Gdy tylko go objęłam pocałował mnie i szepnął.
-Chyba ktoś tutaj jest zmęczony.
Ja tylko przytaknęłam głową.
-Oooo. Zaraz się skończy film to ciebie zaniosę. –rozbawił mnie lekko tymi słowami ,ale nie chciałam tego pokazywać. Podobało mi się to co on dla mnie robi. Był taki: troskliwy, miły ,sympatyczny.. Jednym słowem KOCHANY! Kochałam go i to bardzo ,nie chcę i nie mogę go stracić, jest on mi potrzebny.
Oczy zamykały mi się coraz bardziej. Po chwili poczułam czyjś dotyk. Misiek wziął mnie na ręce. Szok ,że mnie uniósł ,bardzo możliwe ,że moja waga jest równa jemu. Zasnęłam w drodze. Chwilę później obudził mnie pocałunek, otworzyłam oczy i już go nie było.

Piątkowy poranek.
Otworzyłam zaspane oczy, wzrok skierowałam na Krzyśka leżącego obok mnie na podłodze. Spał tak słodko ,że nie chciałam go budzić, przyjemny widok. Spojrzałam na zegarek ,aby sprawdzić która jest godzina. To co on wyświetlił zszokowało mnie.. Już 11 godzina??! Jak to w ogóle możliwe??! Tak długo spałam.. Nie możliwe, nie mogłam uwierzyć, aby się upewnić zajrzałam jeszcze do telefonu. Jednak to prawda.. Nie budząc go zeszłam na dół. Na stole w jadalni ujrzałam kopertę. Był to list od mamy. W naszym domu mamy taki zwyczaj ,że jeśli opuszczamy dom na jakiś czas np. do szkoły czy pracy a mamy jakąś ważną wiadomość to zostawiamy ją na kartce papieru w kopercie i kładziemy ją w widocznym miejscu. Ciekawiło mnie to strasznie co jest w środku. Jak najszybciej chciałam się dowiedzieć. Szybko rozdarłam kopertę i przeczytałam wiadomość.

„Cześć Córeczko!
Mam zadanie dla ciebie. Dzisiaj odbierzesz Martę z dworca, ponieważ przyjeżdża do nas na weekend. Twoim zadaniem będzie zajęcie się nią. My z tatą po południu szybko wlecimy do domu po rzeczy i jedziemy w delegację. Tak się składa ,że akurat na ten czas co będziemy gościć Martę. Pociąg z Warszawy powinien przyjechać jakoś o 20, zdążysz. Akurat po treningu, powinnaś się wyrobić. Jak nie ty to masz pomoc, Krzyśka.
                                                                     Liczę na ciebie, Mama” 

No dobra damy radę z tą wiedźmą… Może i była popularna ,ładna ,ale to nie znaczy ,że wszyscy muszą ją lubić. Dla wszystkich była sympatyczna a dla mnie?? Wredna.. Cały czas jak była w moim pobliżu spotykało mnie dużo nieszczęść.. Ciekawe co ona do mnie ma.. 
Muszę ją jakoś ugościć, zająć się nią. Krzysio mi pomoże.

*                 *                *                 *                *
Przepraszam ,że ten rozdział nie pojawił się w sobotę ,ale nie miałam czasu go dokończyć, jest teraz. Kolejny rozdział w piątek. Teraz już żadnych przerw nie będzie. Obiecuję.
No to jak się podoba?? 
Zaskoczyłam was chociaż trochę z tą Martą?
Liczę na komentarze, udzielajcie się. To pomaga w pisaniu.

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział XV

Rozdział XV  Jest!!
15 minut później, dworzec w Zakopanem.
Czekałam na pociąg ,w którym miał przyjechać Krzysiu. Po 10 minutach czekania podjechał pociąg z Wisły. Moje oczy wypatrywały Krzyśka lecz nie mogłam go poszukać. Za dużo ludzi.. nagle usłyszałam znajomy głos :
-No tutaj jesteś. –był to Misiek. Biegł w moją stronę.
-No właśnie, zgubiłeś mi się. –normalnie na niego wskoczyłam i pocałowałam go na przywitanie.
-W końcu ciebie widzę, stęskniłem się. –przytulił mnie ponownie. Jego głos mówił sam za siebie… No i jego wzrok, spojrzenie.
-No ja też. –wypowiedziałam to słodko i uśmiechnęłam się do niego. –No to jak, idziemy? –zapytałam go.
-No idziemy. –uśmiechnął się do mnie po czym w jedną dłoń wziął walizkę ,a drugą chwycił moją rękę i ruszyliśmy. –A tak w ogóle gdzie mieszkasz? –zapytał mnie.
-Na Grunwaldzkiej. –zaśmiałam się, pewnie on zmęczony a ja mu karze iść 2 kilometry.
-To nie tak daleko. –uśmiechnął się tylko. Widocznie dla niego 4 godziny w pociągu to nic wielkiego.
Szliśmy przez Krupówki gdzie się zatrzymaliśmy w McDonald na shake. Zamówiliśmy je i poszliśmy dalej, nie chcieliśmy marnować czasu. Ponieważ niedługo mieli także wrócić moi rodzice ,ale my chcieliśmy ich zaskoczyć. Dlatego się śpieszyliśmy.
Po 20 minutach staliśmy już przed drzwiami od mojego domu. Na szczęście rodziców jeszcze nie było. Ściągnęliśmy buty i weszliśmy dalej.
-No nie ukrywam, ładnie macie. –powiedział rozglądając się po domu.
-Zobaczyłeś tylko salon i jadalnię. –zaczęłam się śmiać.-To może pokaże tobie twój pokój.
Poszliśmy na górę do pokoju ,który był przygotowany na przyjazd Krzysia.
Kiedy znaleźliśmy się już w pokoju gościnnym.
-A to co?? Mam spać z dala od ciebie? –zapytał lekko zasmucony.
-No wiesz.. Rodzice. –zaczęłam się śmiać. –Nawet nie wiem jak zareagują na to ,że przyjechałeś, jesteśmy razem i w ogóle..
-Na to ,że jesteśmy razem to powinno być dobrze ,nie musisz się o to martwić. No fakt… Gorzej będzie z tym ,że tu jestem..
-Damy radę! –krzyknęłam. –Na pewno jesteś głodny. Choć na dół. Ale zostaw torby i w ogóle. Najpierw się rozgość. –zaczęłam się śmiać. Język zaczął mi się plątać.. Denerwowałam się ,chciałam ,aby czuł się tutaj jak najlepiej.
-Okej. Zaraz schodzę. Dziękuję Misiu. –pocałował mnie.
Ja zeszłam na dół przygotować kolację a on został ,aby się rozgościć. Odgrzałam kurczaka. Ten to ma wyczucie! Chciałam już go wołać na kolację a on już sam zszedł. Dobrze trafił.
-Mmm.. Ale pachnie. Ty to potrafisz zadowolić człowieka. –mówił schodząc ze schodów. Kuchnia znajduje się trochę daleko od stopni ,ale mówił tak głośno ,że można było go usłyszeć.
-Ha ha.. Ale się podlizujesz. –zaczęłam się śmiać. Po chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje w okolicy bioder ,po czym mnie pocałował.
-Jemy? –zapytał. Minęły te miłe ,romantyczne chwile. Widocznie był głodny. (śmiech)
Następnie we dwójkę usiedliśmy do stołu. Tak trochę dziwnie.. Stół ,długi ,duży a nas tylko dwóch.
Już prawie kończyliśmy jeść ,aż tu nagle usłyszałam otwierające się drzwi. Byli to moi rodzice.
-Jesteśmy już córciu. –krzyczała mama z korytarzu.
Pierwszy wchodzi do salonu tata, a za nim mama. Cały czas milcząc.. Co to miało być?
-Dzień Dobry –rzekł Misiek wstając ,aby się z nimi przywitać.
-No cześć. Odpowiedział Tata. –zdziwiony był.. Tak jak mama. Wcale im się nie dziwiłam.
-No witaj Krzysiu. –przytulała go mama.
-Chcecie może kolacje? –zaproponowałam im.
-Z chęcią zjemy. –odpowiedziała z radością mama. –Umyjemy ręce i zaraz jesteśmy. –uśmiechnęła się miło do nas.
Strasznie się denerwowałam. Nie wiedziałam jak jej mam to wszystko wytłumaczyć. Lecz wszystko potem poszło jak po maśle.
-Mam do was pytanie. Bardzo mnie to ciekawi. –powiedziała zaciekawiona Mama. Mimika twarzy mówiła sama za siebie, coś jej nie pasowało. Po jej słowach Misiek dziwnie się na mnie spojrzał.
-Niech pani śmiało pyta. –Krzysiek zachęcił ją do kontynuowania. Go tak samo jak mnie zainteresowało to pytanie.
-Jesteście może razem? –zapytała nas. Od razu na jej twarzy zagościł także uśmiech ,nie tylko samo zaciekawienie.
-No tak jesteśmy. –odpowiedziałam na jej pytanie. Myślałam ,że będzie gorzej. Myliłam się! Wszystko szło prosto. Nie musiałam się za dużo wysilać.
-My z tatą bardzo się cieszymy ,że się w końcu zeswataliście. –uśmiechnęła się do nas oby dwóch. Po tacie było widać ,że on tego chce ,że lubi Krzyśka i chce ,aby to on właśnie był jego zięciem.
-Chyba dobrze rozumiem. –nie widziałam do czego on chce nawiązać. Dziwnie się na niego spojrzałam ,zaciął się przeze mnie. –Krzysiek przyjechał na wakacje, czy co? –zapytał. Teraz to byłam w niebie! Nie musiałam już się męczyć z tłumaczeniem i nawiązywaniem do tematu!
-Tak przyjechał na tydzień, na wakacje. Chyba nie macie nic przeciwko? –zapytałam rodziców, miałam wątpliwości. Chociaż się cieszyli. Nie wiem, miałam mieszane uczucia.
-Nie córciu. Nawet bardzo dobrze, nie będziesz się nudzić. –zaczął się śmiać. –A my lepiej poznamy twojego chłopaka.

No to bardzo dobrze ,że to tak się potoczyło! Stres był, nogi jak z waty też. Ale dzięki moim rodzicom wszystko poszło jak po maśle!

*               *               *                *             *
No to jest! Dałam radę.!
15 za nami.
No jeszcze trochę i 20!
w sobotę postaram się dodać kolejny, ponieważ potem mnie "nie ma".
Jak tam? Co myślicie o tym rozdziale?  Liczę na wasze zdania pod każdym postem.

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział XIV

Rozdział   XIV  Szykuje się najlepszy tydzień!
Poniedziałkowy ranek.
Już koniec szkoły, po maturze, no to mamy wakacje!! W końcu.
Teraz można jechać nad morze do Chorwacji, tylko sama… Tak dziwnie… Nagle usłyszałam dzwoniący telefon. Był to Misiek.
-No dzień dobry kochana. –przywitał się Krzysiu.
-No cześć Misiek. –odpowiedziałam.
-No to wakacje zaczęliśmy. Jakieś plany? –zaczął się śmiać.
-Najchętniej to bym pojechała sobie nad morze do Chorwacji. –odpowiedziałam. –Tylko sama tak dziwnie..
-Jak to sama?? Możemy pojechać całą ekipą. Ja ,ty ,Maciek ,Aśka ,Kusy z dziewczyną ,Biegun. I jak sama?? Masz nas. –powiedział.
-No miło ,miło. –z chęcią bym sobie pojechała z Krzyśkiem ,Asią i Maćkiem. Taka grupka starczy. Po co ,aż tyle??
-Jak chcesz to możemy tylko we dwoje. –zaczął się śmiać.
-We dwójkę?? No nie wiem. –zaczęłam się śmiać. Wiem może dziwna jestem ,ale to chyba za wcześnie. –A tak w ogóle kiedy ty chcesz jechać? –zapytałam.
-No nie wiem. Jakoś niedługo, pogoda już ładna. Na co czekać? Aśka po maturze tak jak my, ma wakacje już. A Skarbuś nie wiem. Ten zawsze ma czas. Magistra jeszcze napisze ,zdąży. O niego się nie martw, do szkoły nie chodzi 3 miesiące a wszystko wie. –zaczął się śmiać.
-Ha ha.. No fakt. –zaczęłam także i ja śmiać się. Nagle pomyślałam o Macieju.. Dawno się nie odzywał i w ogóle.. Ostatnio w niedzielę i to jeszcze się widzieliśmy jak mnie odwoził .. teraz nic. Muszę się z nim skontaktować lub coś.
-Halo! Jesteś.? –pytał. Zamilkłam ,ponieważ pomyślałam o młodszym z braci Kot.
-Jestem ,jestem. Po prostu nie wiem co robić.. Wolne czyli nudy. –odpowiedziałam.
-Jak chcesz to możemy się przecież spotkać. Dawno w Zakopanem nie byłem.
-No nawet świetny pomysł. –odpowiedziałam. Od razu w głowie zaczęłam układać cały plan spotkania. –No to w takim razie zapraszam do mnie ,na parę dni. Jeśli oczywiście chcesz.. Mama z tatą się ucieszą. –zaproponowałam.
-Z wielką chęcią. No to moi starzy ,Az się zdziwią. –zaczął śmiać.
-No to kiedy? –zapytałam.
-Mi tam już codziennie pasuje. To zależy od ciebie.
-Mi też codziennie. Wakacje.. to wiem co czujesz. –zaczęłam się śmiać. –Nie wiem.. Wpadaj kiedy chcesz. Najlepiej jak najszybciej. –Tak szczerze to wolałabym jakby przyjechał nawet już dzisiaj. Stęskniłam już się za nim. –Możesz nawet dzisiaj. Stęskniłam już się za tobą.
-Prawda taka ,że ja też skarbie. Mogę dzisiaj. A rodzice w ogóle się zgodzą? –zapytał. Tak szczerze to oni się bardzo ucieszą ,że jesteśmy razem. Nawet myślę ,żeby zrobić im niespodziankę.
-Zgodzić się zgodzą. Nawet chyba lepiej im nic nie mówić, zrobić im niespodziankę. –chwilę milczał.
-To się ucieszą! –krzyknął. –Właśnie sprawdzam rozkład pociągów na dziś.. I wychodzi na to ,że zobaczymy się o 19. Nie mogę się doczekać kochana.
-Przyjdę po ciebie, będę czekać. Przecież nie wiesz gdzie mieszkam. A właśnie sprawa.. W piątek pójdziesz ze mną na trening. Nie masz wyjścia. –zaczęłam się śmiać. –Chyba ,że wolisz coś innego sobie porobić w ten piątek. Bo o 17.30 muszę się stawić u trenera. –opowiedziałam mu.
-Pójdę ,pójdę. Zobaczę jak biegasz za piłką. –powiedział. W jego glosie cały czas było słychać radość.
-No to jak ,wychodzi na to ,że przyjeżdżasz na tydzień ,dzisiaj.
-Na to wychodzi Alutka.
-Widzimy się o 19 na dworcu. –cieszyłam się jak małe dziecko ,jakbym była w fabryce czekolady. Taka radość ,że go spotkam. A minął tylko dzień od ostatniego naszego spotkania. Ale widocznie dla niektórych niecały dzień to długo. (śmiech)
-Tak. Do zobaczenia.  Lecę się pakować. Buziaczki. –żegnał się ze mną.
-No do zobaczeniu kochaniutki. –zakończyła się nasza 10 minutowa rozmowa.
Coś czułam ,że ten tydzień będzie najlepszy! Nie mogę już się doczekać ,aż przyjedzie mój chłopak.
15 godzina a ja jeszcze z domu nie wyszłam. Dobrze ,że chociaż się ubrałam. Obiadu nie zjadłam.. Trzeba się wziąć za siebie!
Poszłam najpierw zrobić sobie obiad. Lecz stwierdziłam ,że zrobię więcej ,żeby było na kolację. Wzięłam zeszyt mamy w którym znajdowały się wszystkie przepisy na pyszne dania, czy słodkie ,czy też na słono. Kiedy go otwierałam wypadła mi karta z przepisem….

Składniki:


·                     3 piersi z kurczaka
·                     3/4 łyżeczki soli
·                     0,5 łyżeczki słodkiej papryki
·                     szczypta ostrej papryki
·                     Ciasto
·                     1 jajko
·                     1/4 łyżeczki soli
·                     0,5 łyżeczki papryki ostrej
·                     0,5 łyżeczki słodkiej papryki
·                     3/4 szklanki mąki pszennej
·                     1/3 szklanki mleka
·                     mąka do obtoczenia
·                     olej do smażenia
Przygotowanie:
 
Piersi oczyścić ,umyć i osuszyć. Pokroić na mniejsze kawałki przełożyć do miski dodać przyprawy i dokładnie wymieszać. Przełożyć do naczynia próżniowego i włożyć na 3 godziny do lodówki. Ciasto :wszystkie składniki przełożyć do garnka, wymieszać. Ciasto powinno być gęste ,żeby nie spływało. Dodać przyprawione kawałki piersi i wymieszać. Obtoczyć w mące i smażyć na gorącym oleju. Smażymy około 8-10 min. w zależności jak duże mamy kawałki mięsa. Podajemy z sosem czosnkowym lub ketchupem. Jeżeli lubimy na ostro możemy dodać więcej ostrej papryki.
Był to przepis na : Chrupiącego Kurczaka.
Szybkie do przygotowania. A jakie pyszne! Od razu zaczęłam się za przygotowanie obiado - kolacji.
Zajęło mi to niecałe 40minut. No to poszłam!
Zbliżała się 17 ,musiałam jeszcze ogarnąć dom przed przyjazdem Krzyśka. Najgorzej wyglądał mój pokój, więc najpierw zabrałam się za niego. Jeszcze musiałam przygotować pokój gościnny dla niego. Oj dużo roboty.. Damy radę! Włączy się muzykę i zdziałamy wszystko.
1,5 godziny później.
Już posprzątałam cały dom!!
Było ciężko. Szybko poszłam się przebrać ,przecież za 30 minut muszę się pojawić na dworcu.

Miałam na dojście 15 minut. Powinnam dać radę, to tylko 2 km. jak na moje długie nogi ,zdążę.

*                 *                   *                      *

Przepraszam ,że dzisiaj dopiero ,ale maj to najgorszy miesiąc... Jeśli chodzi o szkołę.
Teraz muszę się zacząć sprężać ,ponieważ sama nie wiem czy zdążę z opowiadaniem (do końca) do wakacji.. Najwyżej będzie przerwa. 
Sprawa taka, z racji tego ,że jestem Harcerką to jadę na miesięczny obóz.
Muszę dać radę. Całe dni z laptopem (śmiech).. Ciekawe co na to mama... :P
Jeśli już was tak informuję to od razu dołączam informację ,że w niedzielę ,poniedziałek i wtorek nie będę wchodzić na bloga.. Niestety. Dlaczego?
Już tłumaczę ,żeby nie było potem jakiś przykrości.
Niedziela - komunia kuzyna.
Poniedziałek, wtorek - jestem we Wrocławiu. (wycieczka) Ha ha.. Jeśli ktoś chce to niech wpada na rynek o 13 :P (nie no żartuję)

sobota, 2 maja 2015

Rozdział XIII

Rozdział   XIII   No to już po wszystkim.
12.10, restauracja.
Ja z Asią siedziałam już w środku jakieś 10 minut! A go jeszcze nie było! Helow! Jak tak można..! Byliśmy umówieni na obiad na 12. Moja cierpliwość po woli się kończyła. Ile można czekać???
-No ile można??? –byłam wściekła na niego!!
-No daj człowiekowi szansę.. –namawiała mnie Aśka.
-No dobra… Koleś ma 5 minut.
Po chwili do środka wchodzi pan spóźnialski… Już myślałam ,że się nie zjawi, straciłam nadzieję na wszystko.. Ma człowiek szczęście.
-Przepraszam za moje spóźnienie ,ale musiałem poczekać ,aż rodzice pojadą. –usprawiedliwiał się Krzysiek.
-No dobra, masz szczęście ,że się nie rozmyśliłam. –powiedziałam do niego.
-No masz szczęście, już chciała wychodzić. –żartowała kumpela.
-No przepraszam. –mówił ze smutkiem, było mu przykro ,że tak się stało.
-No dobra koniec tego smutania.. Co zamawiamy? –proponowała kumpela.
-Ha ha. Może najpierw przyjdzie kelner? –zażartował Krzysiu. Humor mu się poprawiał na lepsze w błyskawicznym tempie.
Kiedy Krzysiek powiedział o kelnerze ,tak magicznie po chwili zjawił się przy naszym małym stoliku, który znajdował się w kącie całej restauracji.
-Co dla państwa? –zapytał kelner ,który chciał zebrać zamówienia.
-Ja bym poprosiła ziemniaki przypiekane z pieczenią. –złożyłam swoje zamówienie.
-No to ja też poproszę. –dodali moi towarzysze ,równocześnie.
-Dobrze ,dziękuję. –odpowiedział kelner po czym odszedł od naszego stolika.
-No to jak??? –zapytała nas kumpela. Nie miałam zielonego pojęcia do czego ona chce nawiązać. W ogóle nie myślałam.. Stresowałam się tym jak to spotkanie przebiegnie. Bałam się jak to wszystko wyjdzie, jak się potoczy. No ,ale trzeba czekać ,aby osiągnąć cel.
-No ,ale co.. jak?? –zapytał także Krzysiu.
-Chyba po coś się tutaj spotkaliśmy. –rozwijała swoją odpowiedź na swoje własne pytanie. –Nic nie mówicie.. milczycie.. Dziwnie się czuję tyle mówiąc. –zaczęła się śmiać.
-Nie no wcale nie mówisz dużo. –po moich słowach ja i mój przyszły chłopak zaczęliśmy się z niej śmiać. Tak przyszły, mówię tak, ponieważ bardzo chcę ,aby tak się stało.
-No i teraz jeszcze się ze mnie śmieją… Nie ładnie tak. –chyba Aśka się obraziła..
-No przepraszam. –przytuliłam ją na przeproszenie.
-A mnie to już nie przytulisz… oj nie ładnie ,co nie Asia? –powiedział dla żartów Leja.
-Jak chcesz to mogę. –koleszka przytaknął głową co oznaczało „tak” No to go przytuliłam. –Szczęśliwy? –zapytałam go.
-No. –mrugnął do mnie i zaczął się śmiać. –Miałem ci mówić, że po waszym odjeździe rozmawiałem z rodzicami. Masakra!! Jedyny długi temat to ty. –uśmiechnął się do mnie.. Tak szczerze to zaskoczył mnie bardzo. Ja bym nie pomyślała ,że jego rodzice mogą z nim prowadzić rozmowę i to taką długą na mój temat! Nie no to chyba normalne ,że rozmawiają o mnie… Ale tak długo! Nie znają mnie.. przecież nikim ważnym nie jestem dla ich rodziny.. Bardzo chciałam ,aby on kontynuował ,ponieważ chciałam się dowiedzieć o czym tak długo o mnie rozmawiali.. Może mnie nie lubią…. Nie wiem. Musiałam pozwolić mu kontynuować.
-Ha ha.. Naprawdę?? Gadaj bo się niecierpliwię. –zachęciłam go ,aby kontynuował swoją wypowiedź.
-Wyszliście z domu i od razu temat :Alicja. Nie wiedziałem co mam im odpowiadać… -zaciął się. A ja coraz bardziej byłam zaciekawiona.
-Oj.. gadaj bo zaraz będzie źle. –powiedziałam z lekką wściekłością.
-Nie denerwuj się tak kochana. –co to miało być?? Jeszcze puścił oczko.
-Ty jej nie podrywaj tylko mów do rzeczy. –powiedziała śmiejąc się Asia.
-Jaka złość u was, kobiet. –zaczął się śmiać. –No dobra już mówię. Wypytywali mnie o wszystko! Dosłownie..! Pytali się czy my na pewno nie jesteśmy razem, bo tak ślicznie wyglądamy. Oni bardzo by się cieszyli gdybyśmy byli ze sobą. Tata dzisiaj mnie się pytał dokąd jadę ,no to ja odpowiedziałem ,że na obiad z wami.. A on na to ,że mam się brać za ciebie bo takie jak ty rzadko się spotyka wolne. Kiedy to usłyszałem ,nie śmiałem się bo taka jest prawda. –zakończył temat. Ma się za mnie brać.. Ha ha.. To niech się bierze. Jeszcze będzie za późno.
-No to się bierz. –powiedziała przyjaciółka.
-A do czego dążę? –zapytał Krzysiu.
Po chwili kelner przyniósł nam obiad. Wyglądał pysznie! Tak jak smakował. Po zjedzeniu Aśka poszła do toalety.
-No to zostaliśmy sami. –uśmiechnął się do mnie.
-Na to wychodzi. –rzekłam.
-Nie no nie chce się sam oszukiwać. Podobasz mi się i chyba to zauważyłaś ,chyba wszyscy. Po prostu nie da się tego ukryć. –ja o tym wiedziałam, tak jak powiedział, chyba wszyscy. Po chwili nasze usta się złączyły, nie trwało to długo ,ale było magicznie. Poczułam się gdybym znajdowała się w innym miejscu. To coś znaczyło ,czułam ,że to on jest tym właściwym. –Ooo. –uśmiechnął się do mnie sympatycznie po czym mnie miło przytulił. Nagle wraca Asia.
-Czy coś mnie ominęło? –zapytała się śmiejąc. Ja coś myślę ,że ona to uknuła.. Ta to jednak myśli.
-Nie nic. –śmiałam się.
-To jak? Może już idziemy? –zaproponował Misiek ,będę tak na niego sobie mówić.. (śmiech)
-Nawet dobry pomysł, o 14.30 mam pociąg do Zakopca. Mam pół godziny, więc czas najwyższy.
Ubraliśmy kurtki i poszliśmy do domu Aśki po moje ubrania.
Już na miejscu.
-No to pa kochana. –żegnałam się z nią, po czym razem z Krzysiem ruszyliśmy na dworzec.
W czasie drogi.
-No to jak? –zapytał ,a ja nie wiedziałam o co mu może chodzić. –Widzę ,że nie wiesz do czego chcę nawiązać. –zaczął się śmiać ze mnie. A ja tylko kiwnęłam głową przytakując. –No więc tak kochana.. Chodzi mi o to ,że no co dalej? Dzieli nas jakoś 100 kilometrów.. –przerwałam mu.
-No ,ale ja już mam wakacje. –zaczęłam się śmiać.
-A no fakt ty po maturze.. To kiedy się widzimy? Może wyskoczymy na piwko? –ha ha!
-Na piwo.. nie bardzo. –zrobił krzywą minę. –No nie wypada u mnie w tym wieku, tak jakby to nielegalne. –zaczęłam się śmiać.
-To jak to?? To ty jeszcze osiemnastki nie miałaś.. –zdziwił się. –To czeka nas gruba biba. –dokończył.
-No fakt… Szykuj się na sam początek października. –zaśmiałam się.
Po chwili doszliśmy na dworzec a na zegarku pojawiła się godzina 14.27. Jak to się stało??!!

-Ej.. bo nie zdążę!! –krzyknęłam do niego. –Muszę lecieć. Zdzwonimy się misiek. –pocałowałam go na pożegnanie a on szepnął mi do ucha „kocham cię”. Szybko pobiegłam do pociągu. 4 minuty później siedziałam już na swoim miejscu i kiwałam mojemu kochanemu z jadącego pociągu.




*                         *                           *                           *                           *
Przepraszam ,że tak późno ,ale ważne ,że jest w ogóle :)
I jak podoba wam się ten 13 rozdział?? 
Czekam na komentarze, ostatnio się słabo udzielacie.. Martwi mnie to lekko.
I jeśli chodzi o następne rozdziały to będą dodawane skocznie. Raz co dwa dni ,raz co trzy. Przepraszam ,ale jest maj co oznacza dużo nauki. 
Zobaczymy jak to będzie.. 
Trzymajcie kciuki.